SZKOŁA ZEN KWAN UM W POLSCE

Pytania i odpowiedzi
Letnie Kyol Che 2002

Andrzej Piotrowski JDPSN

W regułach świątyni jest powiedziane, że pieniądze i seks są jak złośliwy wąż. W innym miejscu Budda również mówi o seksie w sposób negatywny. Czy jest jakaś droga integrowania seksu, nie odrzucania go?

Buddyzm oznacza stać się całkowicie wolnym, czyli urzeczywistnić nasza prawdziwą naturę, w której niczego nie brakuje. Budda rozwinął swoje nauczanie w oparciu o cztery szlachetne prawdy. Pierwsza z nich stwierdza, że samo istnienie wiąże się z cierpieniem. To jest podstawowy fakt, który każdy może sobie uświadomić nie będąc Buddą. Nauczał również drugiej szlachetnej prawdy, która mówi, że przyczyną cierpienia jest nieustające pragnienie. To pragnienie ma różne wymiary. Podstawowym jest pragnienie istnienia, stawania się i jest ono powodem tego, że mamy to fizyczne ciało. Dlatego DSSNim powtarza często: "kiedy się urodziłeś już popełniłeś błąd". Skutkiem tego błędu jest niekończąca się procesja wielu innych pragnień. Kiedy przyjrzymy się temu z bliska zobaczymy to w każdej fazie ludzkiego życia. Począwszy od małego dziecka poprzez życie dorosłe aż do wieku starczego, pragnienia zmieniają swoja formę, lecz zachowują żywotność. Trzecia prawda mówi o możliwości położenia kresu cierpieniu poprzez wygaszenie pragnienia. Czwartą prawdą jest wskazanie metody poprzez którą możliwe jest przekroczenie cierpienia i osiągnięcie wyzwolenia. Jest nią ośmioraka ścieżka. Tę ścieżkę można sprowadzić do potrójnej podstawy naszej praktyki. Są to wskazania, medytacja i mądrość. Gdy otworzycie śpiewnik znajdziecie w nim jedno z 10-ciu ślubowań bodhisattwy, które mówi właśnie o tym. Jeżeli któregoś z tych elementów brakuje praktyka duchowa traci równowagę i właściwie dalszy rozwój staje się niemożliwy. Dlatego etyczne wskazania są tak ważne. W szkole Zen jednak, jak wiemy, kwestię wskazań stawia się w bardzo elastyczny sposób, mówimy o wskazaniach zamkniętych i otwartych. Nie należy ich łamać z uwagi na siebie, ale gdy kierunek działania ma na względzie dobro innej istoty można je złamać. Zdarza się jednak, że ludzie przyjmujący wskazania myślą: "Całe szczęście, że one bywają otwarte. Mogę skorzystać z tej furtki w dowolnym czasie i miejscu, z dowolnego powodu". To jest jednak poważne nieporozumienie, ponieważ jeżeli naprawdę praktykujemy zen, każdy moment jest sprawdzianem naszej intencji, naszego kierunku. Utrzymujesz wskazania - dlaczego? Łamiesz je - dlaczego? Jeżeli to nie jest jasne, wskazania również stają się niejasne. Niejasna jest nasza praktyka i całe życie. Ponieważ jednym z najsilniejszych pragnień jest pragnienie seksu bardzo łatwo jest się pogubić w tym miejscu. Silne pragnienie zakłada nam opaskę na oczy i zaczynamy działać na oślep, chaotycznie, JA MNIE MOJE staje się bardzo mocne, a w ślad za tym idzie cierpienie dla nas i innych. Jest to dosłownie jak działanie jadu węża powodującego silną gorączkę. Ale seks i pieniądze są w porządku, o ile odnajdą one właściwe miejsce w strumieniu naszej praktyki. Dlatego seks jest OK, ale rozwiązłość nie jest OK. Zarabianie pieniędzy i oszczędzanie jest OK, ale przywiązanie do nich, skąpstwo i nałóg gromadzenia ich to choroba. Nikt nie powiedział, że seks jest złem, ale ponieważ jest tak potężną siłą trzeba być ostrożnym. Gdy jest on wyrazem głębokiej miłości między dwojgiem ludzi może być jeszcze jedną sposobnością dawania siebie i przekraczania granic ego. Z doświadczenia wiem jednak, że to trochę trudne. Krótko mówiąc wszystko w naszym życiu musi odnaleźć swoją funkcję i właściwe proporcje.

Czy mógłbyś wyjaśnić różnicę między MU, a praktyką "Czym jestem"?

Ja nigdy nie praktykowałem z MU w sposób o jaki pytasz, ale przypuszczam, że istota tych praktyk: "Co to jest MU?" i "Czym jestem" jest ta sama. W tradycji Zen istnieje podstawowa praktyka wywodząca się z początków tej szkoły zwana hwa tou. W książce "Trzy filary Zen" zamieszczone są zapisy rozmów nauczyciela z uczniami, z których widać, że te metody traktowanie były wymiennie. W obydwu z nich chodzi o pobudzenie umysłu pytania. Różnica może polegać na podejściu. Klimat koreańskiego Zen jest bardziej luźny i zrelaksowany. Nie podchodź siłowo do swojej praktyki, ale całkowicie porzuć to wszystko i całkowicie się zrelaksuj. Utrzymuj swoje hwa tou lekko, postrzegaj je. Hwa tou oznacza głowa słowa. Ogonem słowa jest cała treść pytania "Kim jestem?" wtedy co? Tylko "NIE WIEM". Wyostrzona uwaga, cisza, otwartość, wewnętrzne i zewnętrzne staje się jednym. To pytanie jest więc jak palec, który wskazuje księżyc. Musisz użyć tego palca, żeby spojrzeć na księżyc. Ale kiedy widzisz księżyc nie potrzebujesz palca. Dlatego w tej praktyce nie należy zbyt mocno trzymać się pytania, to nie jest to samo co praktyka mantry. Użyj tego pytania tylko po to aby spojrzeć w NIE WIEM. Z czasem twój pytający umysł staje się coraz szerszy i głębszy, aż całkowicie zmieniasz się w ten stan pytania. W praktyce istnieje niebezpieczeństwo przywiązania się do metody, wtedy może stać się to obsesją. Gdy ktoś mocno praktykuje "MU" lub "Kim jestem" może mieć oczekiwanie, że coś tam znajdzie. Ale ta praktyka jest podpaleniem zawartości złudzonego, karmicznego umysłu. Nic tam się nie kryje i nikogo tam nie znajdziesz. Musimy jednak przejść przez tę prace. Kiedyś w "Tybetańskiej Księdze Wielkiego Wyzwolenia" znalazłem idealne sformułowanie praktyki hwa tou. Jest tam powiedziane: "ponieważ nie istnieją takie dwie rzeczy jak sprawca i działanie, najwyższy owoc praktyki zostaje urzeczywistniony, gdy sprawca jest poszukiwany, chociaż nigdy nie zostaje odnaleziony". To jest właśnie to. Zawsze tam gdzie jest silne przywiązanie "ja chcę czegoś" pojawia się choroba Zen. Zaczyna się ona kiedy przenosimy umysł pożądania osobistych ambicji w obszar praktyki. Praktyka nie jest po to żeby coś nam dać, ale zabrać wszystko czego próbujemy się trzymać. Dla większości z nas cierpienie oznacza walkę jak najwięcej wciągnąć na swoje terytorium, a z drugiej strony ufortyfikować się, tak aby zabezpieczyć się przed wszystkim czego nie lubimy. To jest ten słynny umysł LUBIĘ - NIE LUBIĘ. On cały czas działa jak wahadło. Cala energia naszego życia zaangażowania jest w ten ruch. Dlatego praktyka jest po to aby zabrać ci wszystko. Ale w paradoksalny sposób dostajesz wszystko w zupełnie inny sposób. Nie będę jednak za wiele wyjaśniał, bo sam mam wiele do zrobienia. Jest to sfera osobistego doświadczenia. DSSNim mówi "porzuć to wszystko, a dostaniesz wszystko". Umysł pragnienia przekształca się w umysł kompletny. Oznacza to, że bez żadnego wysiłku, bez poruszania się do przodu do tyłu, w bok, w przeszłość, spoczywa w tym punkcie. Jest spontanicznie uważny, działa i właściwie reaguje z chwili na chwilę. To jest właściwa funkcja praktyki "MU" i "Czym jestem".

Czy można praktykować w czyjejś intencji?

Oczywiście. Możemy zadedykować wysiłek naszej praktyki komuś lub jakiejś ważnej sprawie. Praktyką szczególnie polecaną i stosowaną, jak wiecie, są śpiewy. Podstawową nauką Buddy jest współzależność, tak więc wszystko jest ze sobą powiązane i wszystko jest pod wpływem wszystkiego. Nauka ta została szczególnie szeroko rozwinięta w chińskim buddyzmie Hua-yen opierającym się na sutrze Awatamsace. Kiedyś jeden z patriarchów tej szkoły powiedział "kiedy krowa je trawę w południowej prowincji, koń w północnej prowincji staje się syty". Z tzw. zdroworozsądkowego punktu widzenia jest to kompletny nonsens, ale powiedzenie to wskazuje na nieskończoną sieć związków i zależności w świecie zjawisk. Inna znana myśl dotycząca współzależności mówi: "kiedy motyl frunie nie zostawia nawet śladu, ale nawet najmniejsze poruszenie wiatru może zmienić pogodę dla całej planety". Ponieważ twoja intencja, twoja oświecona myśl przyniesienia pożytku tej osobie jest energią, pomoc staje się możliwa. Istnieją jednak ograniczenia związane z karmą. Naszą pracą jest mimo to wolny od sprawdzania wysiłek na rzecz zmniejszenia cierpienia i wzrostu szczęścia.



Strona główna | Kwan Um | Buddyzm | Dharma | Praktyka | Do Am Sah | Aktualności | Varia | Kontakt | Szukaj