|
Często zwracamy się ku praktyce Dharmy, ponieważ oczekujemy, że znajdziemy tam odpowiedź na nurtujące nas pytania.
Obawiam się jednak, że jeśli przylgnęliśmy do słów np. "wszystko jest umysłem" stworzyliśmy nowe przywiązanie.
Dlatego w zen mamy pytanie: Wszystko pochodzi z umysłu, ale skąd pochodzi umysł? To pytanie sprowadza nas do
"nie wiem". To nie wszystkie interesujące odpowiedzi, jakie możemy znaleźć w buddyzmie są najcenniejsze, ale
właśnie "nie wiem". Praktyka zen, która wyłoniła się z wielkiej buddyjskiej tradycji sprowadza nas do czegoś
esencjonalnego i pierwotnego. Johanes powiedział, że przed narodzinami nie wiedzieliśmy niczego, ale teraz
również niczego nie wiemy. Być może dlatego tak trudno jest utrzymać umysł tu i teraz. Każdy, kto siedzi
Kyol Che doświadczył, jak trudno jest to robić. Dlaczego? Przecież to jest najprostsza rzecz. Jest tak ponieważ
w tym momencie nie możemy niczego uchwycić. Nasze "ja" opiera się na chwytaniu i jest naszym najsilniejszym
nawykiem. Chogjam Trungpa powiedział kiedyś, że nasze ego jest jak para okularów. Gdy ktoś nosi okulary bardzo
na nie uważa i o nie dba. Są najbardziej chronioną rzeczą, ponieważ ktoś, kto ich używa jest świadomy, jak
bardzo są one kruche i podatne na uszkodzenie. W naszej praktyce rzucamy wyzwanie naszemu najsilniejszemu
nawykowi. Siadając na poduszce musimy odłożyć nasze okulary, wszystkie wyobrażenia i punkty odniesienia, które
potwierdzają nasze "ja". Każdy ma taki punkt odniesienia: kim jestem w życiu zawodowym, kim jestem w życiu
rodzinnym, co mam w garażu, co mam w szafie, jaki jest stan mojego konta, moje ambicje i plany na przyszłość,
suma zysków i strat i wynikające z tego zadowolenie lub frustracja. Z tych wszystkich rzeczy składa się nasze
"ja", ale jest to kompletna fikcja. DSSNim uczy, że to wszystko jest złudzeniem i tak naprawdę nie mamy nic poza
tym momentem: BUM! (uderzenie w podłogę) ale jeśli myślisz, że go masz, on już zniknął. Tego również nie możesz
chwycić. Gdy znikną punkty odniesienia cały schemat "ego" po prostu rozpada się i odkrywamy pustkę. To jest
prawda o naszym "ja". Fragment pewnego wiersza DSSNima mówi: "...podążaj za chwilą, stań się niczym" Ale to
trochę przerażające, dlatego czym prędzej wracamy do czegoś co znamy. Sprawdzamy siebie, sprawdzamy innych i
cały ten świat budując sieć opinii na temat rzeczywistości. Pakujemy się jednak w straszną pułapkę, tracimy
naturalną jedność, przestrzeń i wolność. To, co pierwotnie niepodzielone pęka na przedmiot i podmiot i to, co
nam pozostaje to niekończąca się szamotanina i walka. W zen często pojawia się metafora ryby w sieci. Gdy
przyglądamy się naszemu życiu odkrywamy, że jesteśmy w sieci. Jak się z niej wydostać? BUM! (uderzenie w podłogę)
Ten punkt jest jedynym wyjściem. Dlatego w naszej praktyce wciąż i wciąż na nowo powracamy do tego punktu. W tym
punkcie cała sieć rozpada się.
Kiedyś pewien młody mistrz zen San Szeng odwiedził starszego i bardziej doświadczonego od siebie mistrza zen
Hsueh Fenga i zapytał go: "Czym się żywi ryba, która wydostała się z sieci?" Mówiąc o rybie wskazywał na siebie,
ponieważ czuł się całkowicie wyzwolony. Nie dostrzegł jednak pewnego subtelnego, ale mocnego przywiązania: dumy,
arogancji i przekonania o doniosłości własnego osiągnięcia. Dlatego Hsueh Feng odpowiedział: "Odpowiem ci, gdy
się z tej sieci wydostaniesz" San Szeng nie ustępując kontynuował: "Jesteś nauczycielem tysiąca pięciuset ludzi,
a nie rozumiesz mojego pytania" Hsueh Feng przepłynął nad tym mówiąc: "Stary mnich jest zajęty doglądaniem
świątyni". Powinniśmy więc być bardzo uważni i nieustannie wracać do umysłu początkującego. Jeśli chwytamy się
idei osiągnięcia czegoś musimy natychmiast to porzucić. Jest pewien kongan, który mówi: Stojąc na szczycie
stumetrowego masztu, jak możesz zrobić jeszcze jeden krok?
Nasza praktyka powinna być napełniona tym właśnie duchem. Podążaj za chwilą, stań się niczym. Niezależnie od
tego, jak wysoki jest maszt, na który się wspiąłeś, zrób jeszcze jeden krok.
Kiedyś zapytano DSSNima jak kontrolować myśli w czasie siedzenia. DSSNim odpowiedział, że jeśli jesteśmy
przywiązani do myślenia, praktyka i myślenie są różne, jeśli natomiast nie ma przywiązania, praktyka jest
myśleniem, a myślenie jest praktyką. Chciałam zapytać, co to znaczy?
Co teraz robisz?
Siedzę na poduszce i rozmawiam z tobą.
Dobrze. To jest czyste myślenie. Czy czyste myślenie i czysty umysł są takie same, czy różnią się? Jeśli po
prostu robisz, to, co robisz, to co to jest? Czysty umysł czy myślenie? Jeśli powiesz czysty umysł, uderzam
cię, jeśli powiesz myślenie, również cię uderzam. Nie twórz niczego. Zwykle przeciwstawiamy sobie czysty umysł
i myślenie, oceniamy swoją praktykę i mamy poczucie tracenia czasu, ponieważ wciąż doświadczamy myślenia. Jeśli
jednak nie chwytamy się myśli, ale pozwolimy im swobodnie przychodzić i odchodzić, wtedy myślenie jest
niemyśleniem. Myślenie jest naturalną grą energii umysłu. Wszyscy mamy karmę i gdy siadamy do medytacji wyraźnie
widzimy tę grę umysłu. Nasza podstawowa świadomość uwalnia wszystko, co zostało w niej zgromadzone. Gdy próbujemy
powstrzymać lub chwytać myśli, wtedy potwierdzamy ich realność i one zaczynają nas kontrolować zasłaniając nasz
czysty umysł. Przywiązanie powoduje, że tracą swoją przezroczystość i nie możemy zobaczyć czystej natury umysłu.
Gdy będziemy widzieć je jako puste, staną się jakby przezroczyste i nie będą przeszkadzać czystemu umysłowi.
W pustce czysty umysł i myślenie są tym samym. Czyste myślenie oznacza również postrzeganie prawdy i funkcji,
właściwej sytuacji, relacji i działania. Bez tego czystego myślenia nasze życie jest niemożliwe. Problemem jest
neurotyczne myślenie, ponieważ ono wypacza nasze życie i zamienia je w cierpienie. Umysł staje się podzielony,
tworzy czas, przestrzeń i całą tą konstrukcję zwaną "ja". Gubimy ten moment pogrążając się w iluzji. Nasza
praktyka powinna być wolna od oczekiwań i fantazji. Musimy siedzieć, jakby to była ostatnia chwila naszego życia.
Jeśli za chwilę umrzesz, czym są wszystkie twoje pragnienia? Taka praktyka jest czystą praktyką, to znaczy nie
dodajemy zupełnie nic do tego co jest. Już jesteśmy kompletni. Tak więc, jeśli myślisz, to tylko myśl.
Czy w zen mówi się o różnych warstwach umysłu? Słuchałem kiedyś wykładu pewnego lamy, który powiedział, że jest
gadatliwy umysł, spokojny umysł, obserwujący umysł. Zauważyłem, że obserwator jest przed myśleniem, jest
tu i teraz.
Nie wgłębiaj się za mocno w taką analizę. To może wpędzić cię w pomieszanie. Są pewne buddyjskie systemy
filozofii i psychologii, takie jak jogaczara. W tej nauce mówi się o ośmiu czy nawet dziewięciu świadomościach.
Mamy pięć świadomości zmysłowych, i szóstą świadomość, która tworzy pojęcie. Np. gdy patrzysz na niebo nie mówi
ono: "jestem niebo". Masz bezpośrednie doświadczenie: "tylko niebieskie", ale świadomość konceptualizująca
nakleja na to naklejkę: "to jest niebo". Wszystkie dane z pięciu świadomości zmysłowych opatrzone są naklejkami
z odpowiednią nazwą. Następnie mamy siódmą świadomość - świadomość rozróżniającą, dyskryminującą, lubię - nie
lubię, dobro - zło, przyjemne - bolesne itd. Ta świadomość tworzy całe ciągi myślowe i różne konfiguracje
używając materiału wytworzonego przez szóstą świadomość. Wspólnie z nią tworzą całe złudzenie i są główną siedzibą
ego. Siódma świadomość opiera się na ósmej świadomości zwanej alaja widżnianą, magazynem nasion. Tak więc sposób
w jaki siódma świadomość interpretuje dane płynące z pięciu zmysłów i szóstej świadomości określany jest przez
przeszłe doświadczenie zapisane w ósmej świadomości. Mówimy, że jest ona nasycona zapachem. W związku z tym
wszystkie bieżące doświadczenia również napiętnowane są tym zapachem - karmą. To zniekształca czystość naszego
postrzegania. Nie postrzegamy rzeczy takimi, jakie są, ale rzutujemy na nie zapach naszych wcześniejszych
doświadczeń. Gdy na przykład spotykam kogoś, z kim miałem kiedyś złe doświadczenie, natychmiast pojawiają się
emocje i uprzedzenia. Być może ta osoba zmieniła się, pozbyła się negatywności i jest zupełnie czysta, ale moje
doświadczenie z przeszłości jest tak dominujące, że nie potrafię się otworzyć, aby to zobaczyć. To jest
karma - silna tendencja. To samo dotyczy nałogów i innych skłonności. Przez świadomość dyskryminującą przepływają
w obydwu kierunkach strumienie przeszłych i bieżących doświadczeń. Gdy praktykujemy zen świadomość nieustannie
wszystko nazywająca, tworząca naklejki milknie, a świadomość dyskryminująca umiera z głodu. Ich pakt rozpada
się. Praktyka budzi naszą dziewiątą świadomość. Jest to nasza czysta, prawdziwa natura, dharmakaja lub jak się
mówi w Korei, czysta, biała natura. Kiedy budzimy się do niej, wtedy wszystkie świadomości zostają uzdrowione i
przekształcone w poczwórną mądrość: mądrość zwierciadła, równości, subtelnej obserwacji i spontanicznego
działania. To jest nauka jogaczary, która została zasymilowana przez zen.
Jednak gdy praktykujesz, nie myśl o tym wszystkim. Czasem potrzebujemy mapy, ale musimy pamiętać, że studiowanie
mapy nie jest tym samym, co podróżowanie. Trzymanie tych rzeczy w umyśle może zaszkodzić spontanicznej praktyce.
Mówi się często: mocna Dharma, mocny demon. Gdy po pewnym czasie praktyki wydaje nam się, że uporaliśmy się ze
wszystkimi przeszkodami, nagle coś znowu się pojawia. Chcielibyśmy żeby one gdzieś wyparowały, zniknęły na
zawsze. Jak sobie z tym radzić?
W regułach świątyni jest powiedziane: twoja karma jest jak wielka góra. Ale nikt nie powiedział, jak wielka,
może są to Tatry, a może Himalaje. Dlatego mówimy: próbuj i próbuj przez 10 000 lat, ale to nie znaczy tylko
10 000 lat. To znaczy porzuć jakiekolwiek liczenie i powróć do próbującego umysłu. Ten umysł jest już wolny.
Wtedy możemy nie tylko uwolnić się, ale pomóc temu demonowi. We wskazówkach mistrza zen Kjong Ho znajdujemy
radę: "Nie oczekuj, że twoja praktyka będzie wolna od przeszkód. Umysł praktyki, jeśli unika przeszkód, z
łatwością może się wypalić. Ostatecznie przez mocną praktykę pomóż każdemu demonowi". Budda, który jest
przykładem dla wszystkich, właśnie tej nocy poprzedzającej jego wielkie przebudzenie doznał największych
wątpliwości. Można powiedzieć: urodził się obdarzony wielkim potencjałem, później praktykował głęboko przez
wiele lat, powinien więc być całkowicie wolny od jakichkolwiek wątpliwości. Ale właśnie tuż przed postawieniem
ostatniego kroku pojawił się Mara z dwunastoma córkami, próbując z całych sił go powstrzymać.
Im dalej w las, tym więcej drzew.
Tak więc praktyka zen oznacza, że musisz polubić mieszkanie w lesie i nagle odkryć: O, te wszystkie drzewa są
moimi przyjaciółmi. W zen odrzucamy zwykłe kategorie dobra i zła oparte na lubię - nie lubię, dlatego wszystko
staje się naszym nauczycielem. Im większa przeszkoda, tym większy nauczyciel. Życzę wam i sobie, abyśmy
korzystali nieustannie z nauczania zawartego w każdej chwili naszego życia, gdyż jest ono zbyt krótkie,
ulotne i zarazem cenne, aby tracić je na narzekanie i złudne fantazje na temat tego, jakie powinno być. Gdy
mamy nieporuszoną wiarę w Buddę, który jest bliżej niż czubek naszego nosa, wszystko jest pustką, wszystko jest
prawdą, wszystko jest funkcją. Tylko wtedy możemy pomagać temu cierpiącemu światu.
|
 |