|
Moje prawdziwe ja nie jest czymś co się wypracowuje, to się po prostu pojawia. Czy tak?
Twoja prawdziwa natura jest nie stworzona, jest stanem nie wytworzonym. Ty już to masz, tak jak tutaj siedzisz.
To jest trochę tak jak z myciem okna. Okno już ma swoją pierwotną czystość, więc gdy je myjesz nie stwarzasz
jej. Ty ją po prostu przywracasz. Dlatego podstawowa zasada Zen brzmi: nie twórz niczego - wtedy - już jesteś
kompletny. Jednak proces mycia jest konieczny, w przeciwnym razie czystość jest tylko piękną ideą. A więc
tylko praktykuj, tylko rób to.
Chciałbym zapytać o pracę z konganem. Czy jest jakaś technika, czy należy tylko siedzieć z czystym umysłem
i czekać, aż odpowiedź sama się pojawi?
Najlepszym podejściem jest pozwolić, aby ten kongan pracował nad tobą. Jeżeli będziesz utrzymywał ten kongan
w umyśle możesz mieć mały problem. Powinieneś raczej włożyć go do swojego skarbca "nie wiem" i pozwolić aby
to "nie wiem" trawiło ten kongan. Jeśli podczas praktyki utrzymujesz mantrę, pytanie lub po prostu świadomość
oddechu, "nie wiem" zaczyna trawić wszystko to co jest w twoim umyśle. Co jakiś czas spójrz na ten kongan.
To trochę tak jakbyś robił ze sobą małą rozmowę osobistą. Jednak czas rozmowy osobistej jest ograniczony.
Gdy przychodzisz do nauczyciela, on zadaje ci pytanie a ty odpowiadasz. Wtedy on mówi albo tak albo nie,
lub popracuj z tym jeszcze. Wówczas opuszczasz pokój rozmów i wracasz do Sali Dharmy. Podobnie - co jakiś
czas spójrz na ten kongan. Jeśli pojawia się odpowiedź sprawdź ją z nauczycielem, jeśli nie, wróć do swojego
"nie wiem". Większość z nas ma pokusę myślenia na temat kong-anu, próbujemy analizować go intelektualnie, ale
z własnego doświadczenia mogę powiedzieć wam, że to nie prowadzi zbyt daleko. Nawet gdy coś wymyśliliśmy to
na ogół jest nie to. Ja osobiście dostawałem wiele odpowiedzi na kong-any gdy wychodziłem z pokoju rozmów i
wracałem na swoją poduszkę. Miałem wtedy całkowite "nie wiem" i nagle coś w środku zapalało się. Wszyscy
jednak mamy silny nawyk myślenia, nie wierzymy że odpowiedź może przyjść inną drogą. Podchodzimy nie tylko do
konganu ale również do naszego życia poprzez myślenie. Ono jednak wcale nam nie pomaga w codziennych
sytuacjach w których musimy reagować w spontaniczny, żywy, naturalny sposób. Poprzez praktykę Zen próbujemy
ten naturalny umysł doprowadzić do pełnej żywotności. Praca z konganem podobna jest również do sytuacji gdy
wyjeżdżasz, powiedzmy, w delegację. Masz ważne zadanie, które powierzyła ci twoja firma. Musisz spotkać się
z pewnymi ludźmi, omówić pewne spray by osiągnąć cel swojej podróży. Powinieneś więc być bardzo świadomy tego
co robisz z chwili na chwilę. Ale gdzieś w tle cały czas obecne jest pytanie: "a co tam robi moja żona i dzieci?"
W ten sam sposób dbaj o swój kongan. Twoja pamięć o nim musi być żywa, ale nie może ci to przeszkadzać w
codziennych zajęciach. Jeśli będziesz zbyt pochłonięty konganem, być może pewnego dnia wejdziesz na jezdnię
na czerwonym świetle i nigdy nie przyniesiesz odpowiedzi do pokoju rozmów. Umysł "nie wiem" jest jak słońce, a
twoje zadanie jest jak jabłko. Gdy słońce ogrzewa jabłko, ono dojrzewa - aż nadchodzi czas że - bum - samo spada
na ziemię.
Mamy bardzo ładne słowo: niezależność. Niezależność oznacza wyższy poziom życia. Ale przecież to nieprawda.
Moje ciało zależy od środowiska naturalnego, mój umysł funkcjonuje tak jak mnie nauczono, moje codzienne życie
zależy od mojego otoczenia, działam zgodnie z oczekiwaniami innych. Przychodzimy tutaj aby osiągnąć niezależność
od naszej karmy. Jak mam to rozumieć?
Bardzo dobre pytanie. To co mówiłaś brzmiało mniej więcej tak: moje życie..., moje ciało..., moja sytuacja...,
mój umysł..., moja wolność..., moje aspiracje do wyższego życia. Dopóki istnieje to "moje" prawdziwa wolność
jest niemożliwa, jest fikcją. Nauczanie Zen wskazuje na wolność od "ja". Jeśli je porzucimy wtedy możliwa jest
prawdziwa niezależność, ale nie ma również nikogo kto byłby niezależny, ponieważ znika przedmiot i podmiot jako
opozycja. Zen oznacza stać się całkowicie jednym. Wtedy wszystko takie jakie jest, jest prawdą. Musimy jeść,
musimy spać, musimy właściwie działać w tym świecie. Ten rzeczy jednak nie ograniczają nas, zamiast tego pojawia
się wolność spontanicznego działania i jasny kierunek: pomóc temu światu. Kiedyś przeczytałem wiersz DSSNima,
którego fragment brzmiał: "podążaj za chwilą, stań się niczym". To jest prawdziwa niezależność. Ważna jest
jednak właściwa funkcja tej niezależności. To co nas naprawdę więzi to jest idea "ja". Ktoś kiedyś zapytał
DSSNima: "Ty mówisz często o nie przywiązaniu ale czy ślubowanie bodhisatwy to nie jest wiązanie siebie?"
DSSNim odpowiedział: "Nie, nie ty mnie źle zrozumiałeś, ja jestem przywiązany do wszystkiego." Prawdziwa
wolność oznacza bycie związanym absolutnie ze wszystkim. Jednak to "ja" nie jest związane ze wszystkim, lecz z
jakąś grupą rzeczy, zjawisk, wartości, ludzi itd. Prowadzi to do umysłu, który dyskryminuje: "lubię to, nie
lubię tego". To jest więzienie. Gdy ono znika pojawia się totalny związek ze wszystkim. Zen daje ci klucz,
a raczej pokazuje, że cały czas masz go w kieszeni.
Co Budda mówi na temat: jak dostaliśmy się to tego więzienia?
To jak się dostaliśmy nie jest takie ważne, może ciekawe ale mało praktyczne. Ważniejsze jest jak się wydostać.
To jest charakterystyczny rys całego nauczania Buddy. Buddyzm stosunkowo mało miejsca poświęca spekulacjom
metafizycznym, ale daje metodę i pokazuje jak jej użyć, ponieważ nie mamy zbyt wiele czasu. Możemy całe życie
szukać odpowiedzi na drodze intelektualnej. Jednak pewnego dnia spoglądamy w lustro i widzimy twarz starego
człowieka a do drzwi puka śmierć. Jest pewna historia, niektórym może znana. Pewien bramin zasypał Buddę
wieloma pytaniami natury metafizycznej. Budda wysłuchał ich w milczeniu, a potem odpowiedział: "Człowieku,
ty jesteś jak ktoś zraniony strzałą. Ja chcę po prostu wyciągnąć tę strzałę z twojego boku, lecz ty nie
pozwalasz dopóki nie dowiesz się z jakiej kasty pochodził człowiek, który cię zranił, z jakiego drzewa
została wykonana ta strzała, z jakiego metalu zrobiono grot, jakiej trucizny użyto do zatrucia tej strzały.
Zanim zdążę odpowiedzieć na te wszystkie pytania - umrzesz." Dlatego jesteśmy tutaj. Moglibyśmy spędzić ten czas
przekopując tony książek próbując wyjaśniać różne skomplikowane zagadnienia dotyczące natury wszechświata,
ludzkiej istoty itd. Jednak Zen w swojej genialnej prostocie pokazuje nam jak praktykować by osiągnąć nasze
prawdziwe ja, użyć tego doświadczenia w naszym życiu i pomóc sobie i temu światu. Żadne dociekania nie dadzą
nam tego doświadczenia. Tylko głęboka praktyka i głębokie pytanie "kim jestem?". Zen to nie studiowanie książki
kucharskiej ale ugotowanie posiłku i zaproszenie na ucztę wszystkich istot. Dziękuję za uwagę i życzę dobrej
praktyki.
|
 |