SZKOŁA ZEN KWAN UM W POLSCE

Pytania i odpowiedzi
Zimowe Kyol Che 2003

Andrzej Piotrowski JDPSN

To jest bardzo ciekawe, gdy pewnego dnia, nauki które słyszymy tu być może od 10-ciu lat brzmią, tak jak byśmy je słyszeli po raz pierwszy. Nagle osiągamy je w swoim doświadczeniu. Tak jak powiedział przed chwilą SN, to wielkie pytanie wypala jakiekolwiek myślenie i sprowadza nas do świata pierwotnej ciszy. Gdy przyjrzymy się naszej praktyce, to zobaczymy, że w jej sercu leży ta cisza. To dlatego podczas sesji nie mówimy zbyt wiele, mowa Dharmy jest tylko raz w tygodniu, a więc błąd otwierania ust nie zdarza się zbyt często. Istota nas samych i istota nauk zen jest poza słowami. Nawiązując do tego chciałbym przeczytać wam fragment książki DSSNima zawierającej 100 przypadków, które ilustrują praktykę zen. Książka ta została napisana w latach 60-tych, kiedy DSSNim był jeszcze młodym mnichem i zatytułowana jest "Droga Oświecenia". Ten fragment to rozszerzona wersja kong-anu z Mumun Kuan.

Nan-chuan i Pai-chang byli spadkobiercami Ma-tsu i obaj byli wielkimi mistrzami zen. Pewnego dnia Nan-chuan odwiedził mistrza zen Pai-changa. Po wymianie pozdrowień Pai-chang zapytał Nan-chuana:
- Czy jest Dharma, która od starożytności nie była głoszona ludziom?
- Tak, jest.- odpowiedział Nan-chuan
- Więc cóż to za Dharma? - pytał Pai-Chang.
- Nie jest umysłem, nie jest Buddą, nie jest żadną rzeczą - odparł Nan-chuan.
- Czy skończyłeś już mówić?
- To jest to co powiedziałem, a co ty na to?
- Nie jestem jeszcze wielkim mistrzem. Jakże mógłbym wiedzieć, czy była ona nauczana czy nie. To koniec mojego wyjaśnienia - odpowiedział Pai-chang.

Budda po 49 latach nauczania powiedział, że nigdy nie nauczał żadnej Dharmy. Jednak niezliczone istoty tego wszechświata, małe czy duże, odczuwające lub nie odczuwające bez przerwy nauczają Dharmy. Mistrz Zen Mumun skomentował ten przypadek następująco: "Nan-chuanowi zadano tylko jedno pytanie i natychmiast zużył on cały skarb. Co za marnotrawstwo!". Następnie skomponował wers: "Zbyt wiele mówienia może zniszczyć twoja cnotę, a cisza może być naprawdę skuteczna. Niebieski ocean może zamienić się w rzekę i górę, ale wciąż nie pomoże ci to zrozumieć siebie". To koniec tego fragmentu. Zdecydowałem się go przeczytać, ponieważ często pojawia się pytanie o znaczenie milczenia w naszej praktyce. Prawdziwe zrozumienie, prawdziwe osiągnięcie odbywa się w ciszy. Istota zen nie może być uchwycona przez myślenie ani wyjaśniana. Kiedyś w USA nauczał japoński nauczyciel Roshi Senzaki. To były początki zen w Stanach i wywoływało to ogromną burzę w środowiskach intelektualnych. Pewnego dnia do ośrodka tego nauczyciela przybył pewien profesor, gotowy zapisywać wszystko co usłyszy o zen. Roshi zabrał go do sali Dharmy, a ten zasypał go lawiną pytań. Roshi położył jednak tylko palec na ustach i powiedział "Szszsz... my medytujemy tu w ciszy". Następnie zabrał go do kuchni, gdzie profesor natychmiast zaczął wypytywać o dietę stosowaną tutaj. Mistrz powiedział tylko półgłosem "Szszsz... my przygotowujemy tu posiłki i spożywamy je w ciszy". Gdy udali się do biblioteki gość zakrzyknął: "Ach te wszystkie wspaniałe książki. Powiedz mi natychmiast o nich!" Senzaki znów go upomniał "Szszsz... my czytamy tu w ciszy". Gdy profesor opuszczał ośrodek wciąż krzyczał gestykulując "Co to jest zen!?" Inna historia mówi, że pewien przemądrzały człowiek przybył do mistrza zen, który przyjął go herbatą. Gdy tamten popisywał się swoją erudycja Mistrz zaczął nalewać herbatę do pełnej filiżanki. Gość poruszony tym widokiem zawołał: "Co robisz, herbata wylewa się na podłogę!". Mistrz powiedział: "Nauczanie ciebie ma taki sens jak nalewanie herbaty do pełnej filiżanki. Twój umysł jest przepełniony, musisz go najpierw opróżnić". Jesteśmy tutaj, aby opróżnić pojemniki naszych umysłów, odrzucić również same pojemniki i osiągnąć tę Dharmę, która nigdy nie była głoszona ludziom. Nie jest Buddą, nie jest umysłem, nie jest żadną rzeczą. A więc czym ona jest? Wszyscy wrócili do wielkiego pytania. Jeśli są jakieś mniejsze pytania, proszę zadajcie je teraz.

Czym są skandhy i trzy czasy, o których śpiewamy w Sutrze Serca?

Trzy czasy to przeszłość, teraźniejszość i przyszłość co oznacza wieczność, nieskończony czas, w którym pojawiają się buddowie. Ty jesteś jednym z nich. Nauka o skandhach, to nauka o bezjaźniowości, o braku jakiejkolwiek trwałej jaźni. Wszystkie zjawiska nie mają własnego istnienia, pojawiają się przez przyczyny i warunki, są złożone. W tradycyjnym nauczaniu Buddy przytaczany jest przykład wozu. Wóz składa się z kół, osi, dyszla itp. Gdy patrzysz na ten przedmiot widzisz wóz. Ale gdy zabierzesz dyszel, koła, osie, burty, nie znajdziesz wozu. Ten przykład pokazuje, że rzeczy istnieją umownie, nominalnie. Dopóki nie postrzeżemy pustej natury nas samych i rzeczywistości zjawiskowej, cierpimy z powodu przywiązania do nazwy i formy. Zgodnie z buddyzmem nasze istnienie składa się z pięciu skandh: forma, odczuwanie, percepcja, impulsy i świadomość. Poza tym splotem różnych energii nie ma żadnego ja. To ciekawe, chociaż upieramy się, że ono istnieje, nikomu nie udało się go znaleźć. Np., ty jako maleńkie dziecko, ty teraz i staruszek, którym kiedyś będziesz, to te same osoby czy różne? To jest strumień ciągłych zmian. Istniejemy tak jak fala, która przemieszcza się po powierzchni morza. Gdy staniesz na brzegu i spojrzysz na wybrany grzbiet fali, masz wrażenie, że ona zbliża się do ciebie. Ale w każdej fazie ruchu, ta fala jest inną falą. Przekazywana jest energia, ale brak tożsamości. Tą energię możemy nazwać naszą karmą, dzięki której kształt fali jest odtwarzany. Chociaż relatywnie posiadamy istnienie, w absolutnym sensie nie ma żadnego ja. Możemy powiedzieć, że istnieje tylko ruch morza, dzięki któremu powstają fale. Gdy osiągniemy to, że fala jest morzem, wtedy osiągamy prawdziwe ja i to, że nie ma życia ani śmierci. Dlatego Sutra Serca mówi, że bodhisattwa współczucia postrzega pustkę pięciu skandh i osiąga wolność od cierpienia. Istotą tej Sutry jest nauka o pustce i o tym czym rzeczy naprawdę są.

Co oznacza mantra na końcu Sutry Serca?

Gate, gate, paragate, parasamgate bodhi swaha nazywana jest wielką transcendentną mantrą, która usuwa wszelkie cierpienia i przenosi nas na drugi brzeg, od cierpienia do szczęścia, od niewiedzy do oświecenia. DSSNim uczy, że w Sutrze Serca obecne są trzy elementy jego nauczania: substancja, prawda i funkcja. Substancja, czy pustka ukazuje się przez cały szereg zaprzeczeń: nie ma , nie ma , nie ma. To odpowiada nirwanie. Gdy umysł bodhisattwy nie lgnie do nazwy i formy, spoczywa w nirwanie. To jest ten punkt –Bum! Uderzenie. Następnie jest powiedziane, że wszyscy Buddowie osiągają najwyższe oświecenie. Nirwana musi być przekroczona i musimy zobaczyć rzeczy takimi jakie są. Nazywamy to prawdą lub oświeceniem: ściana jest biała, podłoga żółta, sól jest słona, cukier słodki, niebo niebieskie. Nastepnie gate, gate, paragate, parasamgate bodhi swaha oznacza z chwili na chwilę tylko rób to, przekraczaj, przekraczaj, nie trzymaj się niczego, ale pomagaj temu światu. Żyj tym momentem. To jest funkcja. To jest wielki skok do którego ponagla cię ta mantra.

DSSNim poucza: musicie wzmocnić swoje centrum, więcej pokłonów, śpiewów, siedzenia. Ale co to jest to centrum? Czy to nie to samo co mieć silną wolę? Co to znaczy wierzyć w siebie?

Często nauczamy musisz wierzyć w siebie. A więc pytam cię czym jesteś?

[ uderzenie w podłogę ]

Tylko to?

Ściana jest biała.

Czym jest to, co to mówi?

Nie wiem.

Czym jest to, co mówi nie wiem?

[ cisza ]

Dobrze. Ten punkt. Musisz osiągnąć ten punkt, wtedy zrozumiesz swoje prawdziwe ja. To ja jest wielkim ja. Tam nie ma JA MNIE MOJE. To ja należy do wszystkich istot. Jeżeli trzymasz się małego ja, czyli ograniczonej idei, gubisz swoje centrum. Wiara w siebie oznacza wiarę w wielkie ja. Twoja wola ma wówczas kierunek. Prawdziwe ja jest tu ( uderzenie w podłogę) i tutaj jest prawdziwe centrum. Nie ma tu jednak żadnej idei "ja" i " nie ja". Skąd fala czerpie swoją siłę?

Z wiatru.

Wiatr jest tylko warunkiem. Ale nawet gdy ustaje fale wciąż są. Ich siła pochodzi z całego morza. Tak samo jest z tobą. Gdy porzucasz JA MNIE MOJE, twoja istota nie znika, ale odzyskuje swój prawdziwy kontekst i jakość. W tej jakości jest zawsze wielkie współczucie. Jeżeli uważamy, że mamy silne centrum i pomaga to nam budować imperium naszego ja, to nie jest naprawdę mocne centrum, ale grube mury więzienia.

Kończąc tę mowę chcę wrócić do jej początku. Nie trzymajcie niczego w swoim umyśle. Nawet najcenniejsze nauki mają wartość tylko wtedy, gdy nie trzymamy się ich. Gdy zalegają w naszym umyśle, stają się śmietnikiem. Jeśli zaś włożymy je do swojego NIE WIEM, ono trawi je i w końcu może pojawić się nasza własna mądrość, która działa niestrudzenie dla dobra innych. Życzę wszystkim dobrej praktyki. Dziękuję.



Strona główna | Kwan Um | Buddyzm | Dharma | Praktyka | Do Am Sah | Aktualności | Varia | Kontakt | Szukaj