|
Czy jest wśród was wyznawca muzułmanizmu? Czy jest wśród was wyznawca judaizmu? Czy jest wśród was jakiś katolik,
chrześcijanin? Czy jest wśród was buddysta? Czy jest wśród was uczeń zen? Tak mało?! Podejrzewacie jakiś
trik, co?
Teraz mam propozycję: weźcie ten muzułmanizm, judaizm, katolicyzm, chrześcijaństwo, buddyzm, zen i wyrzućcie
przez okno! Wyobraźcie sobie: bierzecie to wszystko i fru! Na kompost! Już? A teraz, co zostało?
Kompost.
To tam za oknem, co zostaje tu? Mowa Dharmy? Ludzie? Jeszcze jakieś pomysły?
Pustka.
Pustka nie mówi!
Powietrze.
Powietrze też nie mówi.
[ uderzenie w podłogę ]
Tylko to?
Twoja szata jest szara.
Dziękuję bardzo. Właśnie o to mi chodziło.
Tak chętnie obudowujemy nasze życie różnymi rzeczami: edukacją, pieniędzmi, religią, filozofią, praktyką, zen,
tao, czymkolwiek. Wtedy nie zostaje w nas nic - jesteśmy przygnieceni, całkowicie zagubieni. Z jednej strony
budujemy to wszystko, żeby móc się czegoś trzymać - tymczasem z drugiej to TO trzyma nas. Stajemy się
więźniami. Ktoś zapytał mnie, jak buddyzm czy zen ma się do religii? Polska jest przecież krajem katolickim.
Wtedy powiedziałam tej osobie: "Wierzysz w Boga?", "Oczywiście!", "A więc powiedz mi, co to jest Bóg?" Nie
potrafił odpowiedzieć. Pomogłam mu: "Mówi się w religii, że Pan Bóg stworzył człowieka na swoje podobieństwo.
A więc, jeśli w to wierzysz, powiedz: Gdzie jest Bóg?" Jeśli zdajesz sobie sprawę, że to jest tylko sen - wtedy
masz szansę się obudzić. Nawet jeśli to jest taki fajny sen jak Kyol Che. Taki sen, który może uśpić naszą
czujność. Mamy wrażenie, że wszystko jest dobrze - robimy tę właściwą rzecz. Tę najlepszą rzecz na
świecie - siedzimy Kyol Che. Ci inni paskudni ludzie piją, jedzą, uprawiają seks, liczą pieniądze, a ja siedzę
Kyol Che - a więc jestem w porządku. To bardzo niebezpieczne myślenie, bardzo niebezpieczny sen. Ten sen z
pieniędzmi i całą resztą nie jest aż tak niebezpieczny, bo łatwo się z niego obudzić. Ale ten sen o praktyce,
o oświeceniu, o specjalnych energiach, o byciu Bodhisattwą - to jest dopiero demoniczny sen. Ten sen się do
nas przykleja, a nawet gorzej - dużo trudniej jest zmyć to z siebie. Z jednej strony nasza praktyka to cudowna
rzecz, to coś nieocenionego. Ale takie jest życie, gdy cały czas utrzymujemy tę uważność, nie wpadamy w tę
pułapkę umysłu - "jestem osobą duchową, a więc jestem lepszy". Jednak, nawet jeśli ludzie spoza sanghi nie
bardzo wiedzą o co chodzi, my puszymy się między sobą. Jest taki kącik w naszym umyśle, który zawsze potrzebuje
jakiejś kariery, nawet tej wewnętrznej. Pojawiają się pieniądze umysłu. Jednym z rodzajów takich "zenowskich
pieniędzy", "pieniędzy praktyki" są kongany. Pamiętam z czasów, kiedy jeszcze tu praktykowałam rozmowy w
palarniach: "Ile bram przeszedłeś? Bo ja pięć! A ty?" - targowisko. Pamiętajcie, że to wszystko jest tylko snem.
Wszystko! Tamte pieniądze i te zenowskie pieniądze. Siedzenie na plaży i siedzenie na poduszce nie różnią się
niczym.
Chciałbym zapytać PSN o ego. Często sam zauważam, że zaczynam czuć taką gwałtowną nienawiść do czegoś, co
określam jako ego. Czy to jest właściwa perspektywa? Mówisz, że powinniśmy kochać siebie. Jak jest z tym ego?
Czy powinniśmy je nienawidzić, czy powinniśmy kochać? Jeżeli mocno praktykujemy pojawia się nienawiść do samego
siebie, ciężko jest utrzymać ten kochający się umysł.
Powinieneś przestać praktykować! Coś jest źle z twoją praktyką, jeśli pojawia się nienawiść. Albo - praktykować
mocniej. Ile robisz pokłonów?
Staram się tysiąc.
Popraw swoją praktykę, zrób ją mocniejszą. Nie rób tysiąc, rób trzy pokłony. Rozumiesz? Znowu ten sam problem.
Nie "ile", ale "jak" i "dlaczego". To, o czym mówił wcześniej Krzysztof, to ego. Co to jest ego? Ego to jest
"ja". Jeśli będziemy nienawidzić to "ja", dokąd zajdziemy? Dokąd już zaszliśmy? Spójrzmy na świat dookoła, co
się w nim dzieje. W naszej praktyce bardzo dużo mówimy o wierze w siebie. Zrozum "ja", zaakceptuj "ja",
pokochaj "ja". Następnie jesteś w stanie zrozumieć "ty" czy "oni", zaakceptować "oni", pokochać "oni".
Nie można nienawidzić. Nie trzeba się w tym również kochać. I to jest zgubą, i to jest zgubą; i to jest pułapka,
i to jest pułapka; i to jest droga do piekła, i to jest droga do piekła. Nie walcz o pokój - czyń pokój. Między
innymi ze swoim "ja".
Siedząc tutaj możemy mieć poczucie straconego czasu, tyle jest przecież potrzeb na świecie.
Bardzo dobre pytanie! To pytanie stawia sobie wielu ludzi, ja sama też się z nim zderzyłam w czasie swojej
praktyki. Pierwsza rzecz: codziennie rano mówimy "Czujące istoty są niezliczone, ślubujemy je wszystkie
wyzwolić" I kto stoi pierwszy w tej kolejce? W mojej kolejce stoję ja. W twojej - ty. W każdej linii pierwszy
jesteś ty. Najpierw musisz pomóc sobie. Nie pomożesz sobie - nie pomożesz nikomu.
W czasie Kyol Che w Korei Dae Soen Sa Nim dał mowę Dharmy. Opowiadał o tym, jak świat się zmienia. Nadchodzi
czas, że pojawi się bardzo wiele chorób, bardzo dużo klęsk i nieszczęść, dużo ludzi umrze. Zresztą to już się
dzieje - zauważyliście na pewno. Wy siedzicie Kyol Che, więc może nie słyszeliście o tym, że w tym roku latem,
we Francji z powodu upału umarło 14 000 ludzi. 11 500 w ciągu dwóch tygodni. Kiedy Dae Soen Sa Nim dawał tę
mowę Dharmy, ja zadałam pytanie: "Jak można pomóc?" Wtedy on spojrzał na mnie: "Pomóc?! Pomóż sobie!" Bardzo
mocne. Pomóż sobie! Nie ma czegoś takiego jak stracone Kyol Che. Tutaj niektórzy z was mówili: "Tyle już
siedzę - dwa miesiące, miesiąc - i nic. Niedługo Kyol Che się skończy i nic się nie pojawiło. Ale czy aby na
pewno nic się nie pojawiło? A poza tym, co chcecie, żeby się pojawiło? Czy tak naprawdę wiecie czego chcecie?
Oświecenie? Co to jest oświecenie? Ktoś może mi odpowiedzieć? Zrozumienie? Zrozumienie czego? To bardzo ważny
punkt - czego chcesz? Jest takie powiedzenie: uważaj czego chcesz, bo możesz to dostać. I wtedy co z tym zrobisz?
Mariusz powiedział coś takiego: "nie wystarczy tylko siedzieć", a ja powiem: Właśnie to jest to: tylko siedzieć.
Nie kombinować, tylko siedzieć. To jest wystarczające. Wracając do twojego pytanie: są dwa rodzaje bodhisattwów,
dwa rodzaje praktyki i dwa rodzaje medycyny. Medycyna, która zajmuje się leczeniem skutków choroby: w tym
momencie nakarmić, pomagać biednym. Przykładem była Matka Teresa - żywy bodhisattwa. Ale jeśli tylko to będzie
robione, choroba nie zostanie wyleczona. To jak przyklejanie plasterka na raka. A więc trzeba zapytać: gdzie
jest powód tej choroby? Potrzebna jest medycyna leczenia korzeni, przyczyny. A gdzie są korzenie? Zgadnij!
Umysł. Jakikolwiek problem pojawi się na tym świecie, także ten naprawdę wielki, jeśli się mu przyjrzysz,
zaczniesz iść do tyłu i sprawdzać, gdzie to się zaczęło, skąd się to wzięło - zawsze skończysz w umyśle.
A więc siedzieć, gapić się w podłogę pytaniem - czym jestem? Nie wiem. To jest leczenie umysłu. Leczenie zaczyna
się od siebie, następnie pomaga innym robić to samo i wtedy staje się możliwe, że za 10 000 kalp umysł
człowieka się zmieni. Cierpliwość jest również bardzo ważna. Wracając jeszcze do twojego pytania: użyj obu
sposobów. Jest taki piękny wiersz taoistyczny, który mówi: jest czas, żeby być powolnym, jest czas, żeby być
szybkim; jest czas, żeby być z przodu, jest czas, żeby być z tyłu; jest czas, żeby być wesołym, jest czas,
żeby być smutnym; jest czas, żeby siedzieć, jest czas, żeby działać; jest czas na wschodnią medycynę, jest
czas na zachodnią medycynę. Upraszczając: wschodnia medycyna zajmuje się przyczyną, zachodnia - skutkami.
Obie są bardzo ważne. Należy zadbać o przyczynę, ale antybiotyki też są ważne. Inaczej połowy z nas już by
nie było na tym siedzeniu.
|
|