SZKOŁA ZEN KWAN UM W POLSCE

Pytania i odpowiedzi
Letnie Kyol Che 1997

Wu Bong Soen Sa Nim

Jaki jest Twój osobisty stosunek do katolicyzmu?

Formalnie nie mam żadnego stosunku.

Ale osobiście?

Bardzo lubię wielu katolików.

W moim codziennym życiu mam bardzo dużą potrzebę, aby praktykować. Natomiast kiedy jestem tutaj, to ta potrzeba bardzo się zmniejsza. Zmuszam się do praktyki i tylko czekam, kiedy to się skończy. Jak uzyskać równowagę?

To dlatego, że stwarzasz życie codzienne i praktykę. To jest duży błąd. Powinieneś postępować w inny sposób. Moja praktyka to jest moje codzienne życie. Moje codzienne życie to jest również moja praktyka. Wiec kiedy idziesz do swojej pracy, myśli, aby robić formalną praktykę są nie potrzebne. Twoją praktyką jest twoja praca. Teraz jesteś na Kyol Che, być może myślisz, że nie możesz się doczekać, kiedy wrócisz do tego "codziennego życia", codziennych czynności. Ale to jest Twoje codzienne życie. Ten moment to jest Twoje codzienne życie. Jeżeli nie rozdzielasz tego, to nie ma problemu.

Ale w codziennym życiu mam więcej cierpienia niż tutaj.

Nie ma problemu. Ogól głowę, zostań mnichem i bądź tu cały czas. Bardzo łatwe.

Ostatnio świat buddyjski poruszyła wypowiedź papieża Jana Pawła II w sprawie buddyzmu. Pewien jej fragment mówi, że to jest religia ateistyczna. Czytałem wypowiedzi różnych autorytetów na temat tych zarzutów. Chciałem SSN dowiedzieć się jakie jest Twoje zdanie na ten temat.

To znaczy, że Papież nie rozumie buddyzmu. Budda nigdy nie mówił, czy bóg, nie-bóg, w ogóle o tym nie rozmawiał. Nigdy nie powiedział: nie ma boga, ateizm znaczy nie ma boga. Może jakby Papież powiedział, że buddyzm ma tendencje agnostyczne, to bym się zgodził. Agnostycyzm znaczy: ja nie wiem jaka jest prawda, ale jej szukam.

Nie oddzielanie codziennego życia od praktyki jest bardzo trudne.

Jeżeli idziesz pić z kolegami, dlaczego pijesz? Czy nie możesz pójść z kolegami i nie pić tak jak oni?

Idę z nimi, bo jak nie będę pił to nie będzie kontaktu z nimi. Ale nie piję dużo.

Jeżeli chcesz pomóc swoim przyjaciołom to jest normalne, pójść razem i wspólnie działać. Oni piją, a Ty masz tylko jedno piwo. Jedno piwo może wystarczyć na sześć godzin. A więc upić się nie trzeba, ale wspólne działanie jest.
Gdy idziesz do biblioteki uczyć się, tylko ucz się, lecz tak samo jak w medytacji. Pół godziny siedzisz i następnie przerwa, medytacja chodzenia, wtedy ciało znowu się relaksuje. Co jakiś czas mała przerwa.

Chciałam zapytać o ludzi z tzw. marginesu społecznego, śpiących na dworcach, w slumsach itd... Zapytałam kilku osób, co myślą o nich. Spotkałam się z dwiema różnymi opiniami. Jedna osoba uważała, że to są ludzie którzy mają pecha i z jakiś powodów się stoczyli i należy za wszelką cenę pomóc im wrócić do poziomu tzw. normalnego społeczeństwa, wszelkimi dostępnymi środkami. Druga osoba uważała, że to jest po prostu ich normalny sposób bycia. Po prostu w całym organizmie społecznym oni spełniają akurat taką funkcję, bycia bezdomnymi, życia w innym wymiarze, w innym tempie czasowym i na innych warunkach po prostu. Czy są potrzebni? Jakie jest Twoje zdanie?

Zgaduję, że ci ludzie z tymi opiniami nie są bezdomni.

Nie. Wszystkim im się dosyć dobrze powodzi.

A więc jeśli naprawdę chcesz zrozumieć, spytaj bezdomnych.

Czasami mam taką pracę, że gdy maluję do farby wpadnie mi mucha. Widzę, że ta mucha nie ma szans na prze życie. Czy ja mogę ją zabić?

Kiedyś wybitny mistrz powiedział: Jeżeli spotkasz Buddę, zabij Buddę. Spotkasz wybitnego nauczyciela, zabij wybitnego nauczyciela. Zabij wszystkich ludzi. O muchach nie mówił, ale myślę, że podobnie. Twój kierunek jest ważny. Jeśli kierunek jest jasny, zabijanie nie jest problemem.

Pomóc ludziom, którzy tego chcą - żaden problem. Ale jeśli nie chcą, co powinienem zrobić? Jak powinienem starać się im pomóc?

Musisz szanować to czego chcą. Ale jeszcze o tych muchach itd. Jest historia taka. A więc zabić muchę, aby pomóc temu insektowi jest OK., ale są też konsekwencje tego. To jest bardzo znana historia. Był taki mistrz sutr, miał wśród swoich uczniów jednego bardzo bystrego człowieka. Pewnego dnia rozmawiali razem i zdecydowali, że to życie w świątyni sutr tak naprawdę nie prowadzi do niczego. Postanowili opuścić świątynię, iść w góry, tylko praktykować i naprawdę osiągnąć to o czym ten mistrz sutr naucza. Kiedy opuszczali świątynię mistrz powiedział, to jest teraz wasze miejsce, ja się zmywam stąd, róbcie co chcecie. Wyruszyli w drogę. Kiedy zaczęli iść w górę, mistrz sutr jeszcze raz chciał spojrzeć na swoją świątynię. Obejrzał się i zobaczył, że świątynia płonie. "O! Moja świątynia się pali! Muszę wrócić!" Młody mnich powiedział: "Już zostawiliśmy to wszystko. Daj spokój! Niech się spali!" Ale stary mistrz powiedział: "NIE!". Musiał koniecznie wrócić, więc wrócił. Młody poszedł dalej. Młody mistrz tylko praktykował bardzo mocno. Po trzech latach umysł mu się całkowicie rozjaśnił. W drodze z gór spotkał mistrzów Zen. Przy ich pomocy jego doświadczenie stało się bardzo jasne. Pomyślał o swoim starym mistrzu i postanowił zobaczyć co się stało. Kiedy przyszedł do tej świątyni, dowiedział się, że mistrz już umarł. W świątyni była właśnie duża ceremonia jaka odbywała się w sto dni po śmierci mistrza. Młody mistrz w czasie praktyki osiągnął specjalny umysł. Sprawdził co się dzieje ze starym mistrzem po śmierci, gdzie on jest teraz... I zrozumiał. Poszedł za świątynię. Tam w krzakach był duży wąż. I powiedział do węża: "A widzisz mistrzu, co za szkoda." Ale chciał pomóc swojemu mistrzowi, więc zabił tego węża. Następnie wyczuł, co się teraz dzieje ze świadomością mistrza. "O idzie do krowy. Nie, nie tutaj!" Dalej owca. "Nie, nie, nie tu". Była tam pewna para już starszych ludzi, którzy byli bezdzietni, a bardzo chcieli mieć dziecko i mocno próbowali przez wiele lat. Więc ten mnich powiedział: "Tam, tam! "Następnie ten mnich poszedł odwiedzić tę parę. Kiedy się z nimi spotkał, bardzo gościnnie go przyjęli, ponieważ byli buddystami. Mnich wtedy powiedział: "Mogę wam pomóc, ale pod jednym warunkiem. Kiedy to dziecko skończy cztery lata musicie mi je dać na trening do świątyni". Ojciec i matka bardzo chcieli mieć dziecko, więc jakiekolwiek warunki były O.K. Po dziewięciu miesiącach pojawiło się dziecko. Rodzice byli bardzo szczęśliwi. Ale po czterech latach: Puk, Puk! - Mnich się pojawił przypominając o danej mu obietnicy. Rodzice odmówili. Mnich powiedział: "Dobrze, ale niedługo dziecko będzie bardzo chore i jeśli go nie oddacie dziecko umrze. Ja teraz odejdę, ale niedługo wrócę". Rzeczywiście dziecko zachorowało. Cokolwiek dziecko jadło nie mogło tego strawić. Było to coś w rodzaju biegunki. Po jakimś czasie dziecko był rzeczywiście umierające, więc rodzice byli w desperacji. Żaden lekarz nie potrafił pomóc. Pewnego dnia znowu pojawił się ten mnich. Tym razem rodzice byli gotowi zrobić cokolwiek, aby tylko pomóc dziecku, więc dali je mnichowi. W świątyni dziecko dostawało dobre jedzenie i specjalne zioła, i wkrótce wyzdrowiało. Dziecko, tak jak każde małe dziecko próbowało naśladować wszystkich naokoło i to małe dziecko też zaczęło próbować siedzieć, robić śpiewy itd. Pewnego dnia kiedy ten mnich siedział w medytacji, dziecko samo nie rozumiejąc dlaczego to robi, poszło do kuchni, wzięło wielki i ostry nóż, poszło do sali dharmy gdzie mnich siedział i chciało zabić mnicha. Mnich siedział bardzo uważnie. Postrzegł co się dzieje. Szybko się odwrócił i złapał dziecko za rękę. Zapytał dziecka: "Dlaczego chcesz to zrobić?" Dziecko odpowiedziało: "Nie wiem". Dziecko puściło nóż i już potem był spokój. Kiedy dziecko miało sześć lat, mnich dał mu specjalną instrukcję, postawił parawan z ryżowego papieru, w którym zrobił małą dziurkę. Powiedział dziecku: "Tylko siedź tutaj i pilnuj tej dziurki. Zawołaj mnie jak wielki byk wyjdzie z niej". Dziecko było zaciekawione: "Byk? Z takiej małej dziurki byk wyjdzie?" Tylko siedziało i myślało: "Gdzie ten byk? Co to za byk?" Jakiś czas minął. Pewnego dnia wielki byk się pojawił - MUUUUUU....!!!! Wtedy dziecko zrozumiało: "Su Nim! Ja jestem twoim nauczycielem!" Wtedy ten młody mistrz powiedział: "Oh! Przepraszam mistrzu". To sławna historia. Ta świątynia się potem nazywała świątynią sześcioletniego oświecenia. Więc konsekwencja, najpierw zabił węża, później się nóż pojawił.

Jest opinia, że droga Zen jest tą samą drogą, którą miał Jezus Chrystus i że jest to podobna droga, którą przeszedł Chrystus na Górze Kalwarii. To znaczy, że Jezus był wielkim uczniem Zen. Jaka jest Twoja opinia na ten temat?

Zen nie ma drogi. Jeżeli masz drogę, to nie jest Zen.

Co to znaczy - Zen nie ma drogi?

Co robisz teraz?

Siedzę i rozmawiam z Tobą.

Uhm. Rozumiesz.

W naszej szkole Kwan Um mamy dziesięć bram, która jest właściwa?

Wszystkie są niedobre.

Czy ta przed ośrodkiem też jest niedobra?

Musisz tam pójść i sprawdzić.

Jeszcze o szanowaniu czyichś decyzji. Jeśli ktoś zwierza się nam ze swoich planów samobójczych, czy można to tak zostawić?

Nie tak dawno temu spotkałem kogoś. Ta osoba przyszła do mnie i powiedziała, że dużo myśli o samobójstwie. Musisz jedną rzecz zrozumieć, że jeśli ktoś ci mówi o samobójstwie, to znaczy, że już szuka pomocy. Ta osoba mówiła o samobójstwie, więc powiedziałem: A! Samobójstwo, bardzo dobry pomysł. Tak musisz zabić siebie, ale zabić swoje ciało to nie jest ciekawe. Zabić swoje ja, moje, mnie to bardzo ciekawe. Więc powiedziałem mu: "Ja jestem zwolennikiem samobójstwa".

A narkotyki?

Jeśli ktoś jest przywiązany, wszystko może być narkotykiem: pieniądze, siła, władza nad innymi.

Przed poranną praktyką wstaję wcześniej, robię dodatkowe pokłony, żeby być przytomnym na praktyce. Jestem żwawy i rześki, wszystko jasno widzę, siedzę w każdej pozycji. Potem przychodzi moment, kiedy słychać czukpi, ja siadam rozluźniony, relaks i natychmiast zaczynam zasypiać. Bardzo wiele razy tak się zdarza, mimo tego, że wydaje mi się że umysł mam świeży. Skąd to się bierze?

To znaczy, że twoje pytanie musi urosnąć. Czym jestem?. Wtedy przychodzi energia. To że zasypiasz nie szkodzi, to znaczy, że nie masz dużo myślenia. Wtedy bardzo łatwo spać. Kiedyś w naszym pierwotnym Providence Zen Center, pewien Koreańczyk mieszkał z nami. On robił bardzo mocną praktykę. Niektórzy ludzie robią taką praktykę, że nigdy się nie kładą spać. Tylko cały czas siedzą. A więc on zaczął taką praktykę. Tylko siedział i na siedząco spał. W nocy spał tylko na siedząco. Także inny mnich koreański przywędrował do nas i się zaprzyjaźnili, ponieważ razem rozmawiali, mieli wspólny język. Razem kupili sobie auto i postanowili pojechać do Kaliforni. Najpierw ten mnich prowadził przez jakiś czas, potem zmienili się. Później pan Lee, bo tak się nazywał ten Koreańczyk, miał prowadzić auto. Ponieważ auto miało automatyczną skrzynię biegów, tylko jedna noga wystarczała do gazu i do hamulca. Nie było sprzęgła, więc pan Lee założył jedną nogę na drugą i natychmiast zasnął. Na autostradzie mieli wielki wypadek. Wyszli z wypadku bez najmniejszego zadrapania, ale auto było całkowicie zniszczone. Musieli zostawić auto, zapomnieć o nim i dalej jechać autobusem. Mieli trochę pieniędzy więc pojechali autobusem do Kaliforni. Stało się nawykiem u pana Lee, że w formalnej pozycji medytacyjnej od razu zasypiał. Uważaj.

Padła odpowiedz na pytanie gdzie przebywa umysł. Umysł przebywa tam gdzie nie jest stałe. Pytanie - gdzie nic nie jest stałe?

W twojej buzi.

Mówiliśmy o tym, żeby być uważnym i odpowiedzialnym, jak mówiliśmy o tych muchach i o zabiciu węża. W sytuacji kiedy już coś się stało, to jak można by uniknąć tych następstw, żeby nam ktoś nie stanął z nożem za plecami.

Daj przykład, co się stało.

Można było np. z kimś się pobić, albo zabić jakieś małe zwierzę przez nieuwagę.

Np. jedziesz autem i jakiś insekt rozbija się o szybę. Co wtedy zrobisz?

Nic, wycieraczki włączę.

Jeszcze nim użyjesz wycieraczkę. [milczenie] Zapytaj Starszego Nauczyciela Dharmy.

[Starszy Nauczyciel Dharmy] NAMU AMITA BUL, NAMU AMITA BUL, NAMU AMITA BUL.

Jak można pomóc człowiekowi w odmiennym stanie świadomości, kiedy jest chory psychicznie, jest w szpitalu.

Jeżeli ta osoba potrafi praktykować, wtedy możesz porozmawiać o praktyce. Pokazać, ale jeśli nie jest zainteresowana lub nie może praktykować, wtedy jeżeli nie masz treningu, aby pomóc takim ludziom nie możesz nic zrobić, wtedy tylko miłe słowo, przynieść dobre jedzenie no i wtedy lekarz może im pomóc.

Jestem lekarzem.

A więc masz trening, masz specjalny trening by pracować z takimi ludźmi, więc użyj tego. Jeżeli chcesz zrobić coś specjalnego, wtedy musisz spróbować specjalną praktykę. Próbuj Kwan Seum Bosal. Codziennie spróbuj kido.

Jeśli przyjdzie pacjentka i poprosi o wykonanie aborcji albo starszy lekarz zleci mi wykonanie takiego zabiegu, jak się zachować w takiej sytuacji?

To, co zrobisz nie jest ani dobre, ani złe. Ważne jest, dlaczego to robisz. Jeśli tylko trzymasz jakąś ideę, swoją ideę, wtedy cokolwiek zrobisz jest to niewłaściwe. Możesz odmówić, ale nie ze względu na siebie, ale dlatego, że jesteś w stu procentach pewna, że to jest pomocne w tej sytyacji. Rozważasz sytuację przyszłego dziecka i przyszłej matki. Także jeżeli wykonasz aborcję, bo jesteś w stu procentach pewna, że to jest słuszne w tej sytuacji, to też jest właściwe.

Mam jeszcze pytanie na temat ludzi ,którzy się uzależniają, nie tylko od narkotyków. Często widzę, że ktoś na kim mi zależy uzależnia się od czegoś ,czy to od alkoholu, czy to od narkotyków, czy od pracy. Jeżeli komuś takiemu się mówi: "Słuchaj, Ty chyba trochę przesadzasz. Chyba za dużo pijesz". To ktoś taki zwykle odpowiada: "Ależ nie! Ja mam to pod kontrolą!" Co robić w takiej sytuacji, kiedy do kogoś takie ostrzeżenia nie docierają?

W przyszłości cierpienie komuś takiemu pomoże, lepiej niż Ty. W tej sytuacji trzeba dużo cierpienia. Dopiero wtedy, gdy pojawi się dużo cierpienia, rozmawiaj z kimś takim. Jeśli Ci na kimś bardzo zależy, to w międzyczasie rób specjalną praktykę.

Ale kiedy to cierpienie się pojawia, dotyczy już nie tylko tej osoby, ale również jej rodziny.

Tak, to prawda, ale jeśli ktoś nie rozumie, że jest chory, to żaden lekarz mu nie pomoże. Nawet gdyby sam Budda rozmawiał z Twoim przyjacielem, to nic by nie zrobił. Gdy ktoś zrozumie że jest chory, to jest już połowa sukcesu. W momencie gdy ktoś to sobie uzmysłowi jest już w połowie drogi do wyleczenia. Gdy jest w stanie powiedzieć: "Jestem chory. Potrzebuję pomocy" - To jest już wielki postęp. Chodzi nie tylko o Twojego przyjaciela. Popatrz na ten świat. Wiele jest chorych osób, ale przez społeczeństwo nie są uważani za chorych. Nawet bywa tak, że społeczeństwo bardzo szanuje tego rodzaju choroby czy uzależnienia, np. gromadzenie majątku. Trudno wtedy takim ludziom zrozumieć, że są na coś chorzy, ale cierpienie jest świetnym nauczycielem. Kiedyś, gdy byłem na Kyol Che, był też ze mną mój kolega z Kanady, bardzo szczery i miły facet, teraz jest mnichem w Korei. Zauważyłem, że za każdym razem, kiedy miał rozmowę z Dae Soen Sa Nimem, DSSN strasznie na niego krzyczał. Zawsze był na niego bardzo zły, pomimo tego, że mój kolega bardzo mocno praktykował. Często wstawał w nocy, aby zrobić dodatkową nocną praktykę. W czasie przerw, których na Kyol Che było niewiele robił, robił tysiąc pokłonów dziennie. Było mi go bardzo żal, więc kiedy poszedłem do DSSN'ma, powiedziałem mu, że mój kolega bardzo cierpi z tego powodu. Wtedy DSSN mi odpowiedział : "Ciągle za mało! Więcej cierpienia mu potrzeba!" Obecnie mój kolega jest Bardzo ważną i sławną osobą w Korei. Jest dyrektorem w świątyni w Hwa Gye Sah. Tak jak mówiłem ten świat jest bardzo pomieszany. Niedawno byłem w RPA w Transwalii, w buszu afrykańskim. W Transwalii są bardzo rozległe dzikie tereny i dużo przeróżnych dzikich zwierząt. Był z nami znawca dzikich zwierząt z bronią i tropiciel. Chodziliśmy i szukaliśmy różnych dzikich zwierząt: słoni, lwów, lampartów, bawołów afrykańskich, nosorożców itp. Przypomniałem sobie wtedy o tym, co DSSN często mówił, że lwy lubią tylko lwy, psy lubią tylko psy, a koty lubią tylko koty. Obserwowaliśmy np. z samochodu stado lwów. Lwy boją się człowieka, natomiast człowiek w samochodzie jest dla nich prawie niewidoczny. Mogliśmy więc wjechać w sam środek ich stada i obserwować zachowanie lwiej rodziny. Zaobserwowaliśmy, że żyją one w świetnej komitywie, dopóki nie pojawi się jakieś inne zwierzę. W stadzie lwów panują różne układy, dochodzi czasem do niesnasek, a nawet do walk, ale mimo wszystko jest między nimi jakaś harmonia i wzajemny szacunek. Tak samo jest w stadzie hien. Jedynymi zwierzętami, które tolerowały obok siebie zwierzęta innych gatunków, były zwierzęta roślinożerne. W Transwalii żyrafy, gazele i guźce pasły się razem, tolerując się nawzajem, ale bez okazywania sobie specjalnego zainteresowania. Bardzo było to widoczne, że wśród ludzi jest tak samo. Często wśród członków jednej rodziny jest wszystko w porządku lecz nie wykazują oni zainteresowania innymi. Tak więc bardzo widoczne są tutaj analogie. Tak więc fakt, że są ludzie, którzy chcą praktykować, aby przełamać ten zwierzęcy umysł jest bardzo ważne. Nie trzeba mieć wielkiego wykształcenia, aby wiedzieć jakie jest źródło tego umysłu są nim trzy rzeczy: Ja, moje, mnie. Każda istota czująca w tym świecie pragnie szczęścia. Wśród nich szczególnie ludzie mają możliwość rozpoznania tej sytuacji. Bez cierpienia nie ma szczęścia. Cierpienie - szczęście, noc - dzień, dobre - złe to jest świat dualizmu. Prawdziwe szczęście jest po za tym dualizmem. Nie ma mojego cierpienia ani szczęścia. To znaczy umysł staje się czysty jak zwierciadło wtedy ktoś jest szczęśliwy - ja jestem szczęśliwy. Ktoś jest nieszczęśliwy - zwierciadło jest nieszczęśliwe. Imieniem tego jest umysł Bodhisattwy. Każdy z was próbuje, to już jest umysł bodhisattwy. Więc chciałbym Wam podziękować za te kilka dni podczas których każdy mocno praktykował. Bardzo dobre Kyol Che. Tak więc chociaż Kyol Che kończy się jutro. Tak naprawdę Kyol Che nie skończy się dopóki istnieje zwierzęcy umysł. Tak więc każdy z was ma wielką pracę. Po prostu zrobić to. Dziękuję.



Strona główna | Kwan Um | Buddyzm | Dharma | Praktyka | Do Am Sah | Aktualności | Varia | Kontakt | Szukaj