Mała miłość i wielka miłość

Pewnego czwartkowego wieczoru, po mowie Dharmy w Ośrodku Zen w Cambridge, jeden z uczniów powiedział do Soen Sa:
- Zawsze mówisz o myśleniu. Chciałbym wiedzieć, jak do twoich nauk ma się Droga Serca. W chrześcijaństwie mówi się, że bez miłości wszelkie osiągnięcia są bezwartościowe.
Soen Sa rzekł:
-Są dwa rodzaje miłości. Pierwszy, to mała miłość. Jest to miłość pragnienia, miłość przeciwieństw, miłość przywiązania. Drugi rodzaj to wielka miłość. To jest miłość absolutna. Jest ona wolnością. Jeżeli żywisz pragnienia, twoja miłość nie jest prawdziwą miłością. Jest ona zależna od wielu warunków; Gdy warunki się zmienią, cierpisz. Przypuśćmy, że bardzo kocham dziewczynę i ona mnie kocha. Wyjeżdżam do Los Angeles, a kiedy wracam, ona ma innego chłopca. Moja miłość zmienia się w gniew i nienawiść. A więc mała miłość zawsze kryje w sobie cierpienie. Wielka
miłość nie zawiera cierpienia. Ona jest tylko miłością, miłością absolutną, a więc nie zawiera ani szczęścia, ani cierpienia. Jest to miłość bodhisattwy.
- Miałem wrażenie, że mistrzowie zen nie dbają specjalnie o miłość.
- Jeśli bym nie kochał, to po co bym nauczał? Nauczanie jest miłością. Uderzenie moich uczniów jest prawdziwą miłością.
-Dlaczego?
-Prawdziwe nauczanie oznacza prawdziwą miłość. Prawdziwy nauczyciel czasami gniewa się, czasami uderza, czasami robi coś przykrego. Dlaczego? Ponieważ kocha swoich uczniów bardzo mocno. Tak jak matka, która bardzo kocha swoje dziecko, ale dziecko nie chce słuchać jej dobrych nauk. Czasami więc matka musi się rozgniewać i uderzyć dziecko. Jest to działanie miłości. Nie ma tu pragnienia skierowanego ku sobie, wszystko jest dla dziecka, aby nauczyć je prawdziwej drogi. Wypełnionywielką miłością, nie mam pragnień dla siebie, lecz po prostu daję miłość innym ludziom. Jeżelikocham cię, a ty mnie nie kochasz, to nie szkodzi. Nie będę się gniewał na Boga i wciąż będę go kochał tak bardzo jak przedtem. Dlatego wielkie "ja" jest prawdziwą miłością. Ona jest dla wszystkich ludzi.
-Czy kochasz wszystkich ludzi?
-Oczywiście! Wszystkich ludzi i wszystkie rzeczy. Opowiem ci pewną historię. Kiedyś, dawno temu w Chinach, pewien mnich poszedł żebrać i właśnie wracał do klasztoru. Na drodze schwytali go rabusie, zabrali mu wszystkie pieniądze, jedzenie i ubranie. Potem rzucili go na plecy, związali mu ręce i nogi i przywiązali do ziemi powrozami splecionymi z długiej, rosnącej na łące trawy.Leżał tam nagi przez długie godziny. Tak się złożyło, że cesarz wraz ze świtą przechodził tamtędy do świątyni. Widok nagiego człowieka przy drodze zaszokował go i zapytał natychmiast, co się stało Mnich wyjaśnił mu. Cesarz rzekł: "Ale dlaczego po prostu nie wstałeś?" Mnich odpowiedział: "Proszę,
rozwiąż pęta z trawy". Cesarz zaczął je wyrywać z korzeniami. "Zaczekaj" powiedział mnich. "Nie musisz wyrywać trawy, rozplącz ją". Wtedy cesarz zdał sobie sprawę, że ten nagi człowiek był wielkim mnichem, którego miłość obejmowała nawet trawę na polu. Dlatego towarzyszył mu do klasztoru i mianował swoim nauczycielem. Widzimy więc, że wielka miłość nie zabija niczego. Większość chrześcijan uważa, że zabijanie ludzi jest złe, z zabijanie zwierząt jest dobre. "Wędkarstwo - ach, jakie to interesujące!" Niszczenie nawet trawy jest niedobre. Nie możemy więc zabijać ryb, zwierząt ani ludzi. Lecz czasami zabijanie jest wielką miłością. Jeżeli jedna osoba chce zabić wielu ludzi, wtedy zabicie tej osoby uratowanie wielu ludzi. A więc buddyjska miłość, to bardzo szeroka miłość. Musisz to zrozumieć.
Uczeń pokłonił się głęboko.

Tekst pochodzi z ksiażki pt."Strzepując popiół na Buddę"
Teksty